Wzgórze skrzyło się od śniegu. Siedział na nim i wpatrywał się w migotliwe światło gwiazd. Nie czuł zimna. Bluza lekko powiewała na lodowatym wietrze. Po co jest miłość? Po co kochać? Po co w ogóle czuć jakiekolwiek emocje? Trzy poziome cięcia na nadgarstku goiły się powoli, zanurzone w zaspie. Wykorzystała go. Potraktowała jak psa. Sięgnął do wytartego, wojskowego plecaka, wyjął butelkę piwa. Po co żyć, jeżeli wszyscy ludzie to kłamcy? Zbliżysz się do kogoś, a on oszuka cię, że cię kocha, że jesteś dla niego ważny. Pociągnął butelki jeszcze raz. Położył się. Długie włosy zniknęły w grubej warstwie śniegu. Ciekawe co ona teraz z tamtym robi? Jak to dziwnie wyglądało... ona ma może półtora metra, ginęła w objęciach dwumetrowego mięśniaka. "To nie tak!" Nie, wcale nie tak. A język wkładał jej do gardła kuzyn? Napił się po raz kolejny. " Ta trzecia butelka to chyba przesada". Usnął. Może zaśnie i się nie obudzi?
Coś mokrego przejechało mu po twarzy. Nie ruszał się. Po co? Może zamarznie i umrze sobie w spokoju. Ale wtedy usłyszał krzyk. Zerwał się i zaczął rozglądać. Mokre włosy opatulały mu twarz. Zobaczył dziewczynę. Stała, ręką zasłaniając usta. Była od niego niższa, szczupła, miała długie, ciemne włosy i ogromne piwne oczy. Powoli opuściła rękę, wpatrując się w zakrwawiony śnieg wokół jego lewej ręki. Odwrócił się odrobinę w prawo i poczuł na karku ciepły oddech. Minął go ogromny, czarny wilczur i usiadł obok nóg dziewczyny. Chłopak wstał. Alkohol lekko zawirował mu w głowie, ale myślał trzeźwo. Zrobił krok do przodu, dziewczyna cofnęła się, pies - nie. Nagle poczuł rozdzierający ból w piersi. Upadł. Spróbował podeprzeć się na rękach, ale pocięty nadgarstek dał o sobie znać i ból kazał mu leżeć rozpłaszczonym na ziemi. Usłyszał kroki. Zostawi go. Po chwili jednak przed oczami zobaczył kolana w jeansach. Poczuł delikatny, a jednocześnie silny dotyk jej dłoni. Złapał go i obróciła na plecy. Jego głowa była na jej nogach. Bał się otworzyć oczy. Ból paraliżował całe jego ciało. Co się z nim dzieje? Nie mógł złapać oddechu. Czuł, że ona jest przerażona. Potem nie czuł już nic.
Otworzył oczy. Był zmęczony, spocony, czuł zimno i gorąco na przemian. Przed oczami miał Ją z mięśniakiem, ale obraz zmieniał się w dziewczynę ze wzgórza. Wszędzie było jasno. Usłyszał jakby przez ścianę: "Szybciej! Tracimy go!".
Pip, pip, pip, pip... Sufit. Łóżko. Włosy były cały czas mokre. Ból przy oddechu, ból w ręce. Ale już nie w całym ciele. "TOKSYKOLOGIA" - głosił napis na ścianie. Upił się. Trzecia butelka... tylko pod rząd w tamtej chwili. Naćpał się... "- To ci pomoże, zapomnisz o tej suce... - Ona nie jest suką!" Palił? Może, nie pamięta. Scena za sceną przelatywały mu przez głowę. Ile on szedł? Usilnie próbował przeliczyć ile kilometrów jest z Łodzi do okolic Krakowa. I wtedy przypomniał sobie piwne oczy. I szorstki dotyk jeansu. Zakochał się? Nie, to niemożliwe. Widział ją maksymalnie minutę. A jednak nie mógł zapomnieć. Nie zostawiła go. Była pierwszą osobą, która tak bezinteresownie się nim przejęła. Musi ją znaleźć. Musi poznać.
I choć jeszcze tego nie wie, jeszcze tego do siebie nie dopuszcza, gdyby mógł, teraz, w tym momencie, oddałby za nią życie. Ale czas nie ma znaczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz