niedziela, 28 kwietnia 2013

Klekot

   Inspiracja...
"Ale pamiętaj, że kocham. Że jesteś centrum mojego wszechświata :* cały świat kręci się wokół twojej osoby, więc nie próbuj tego w żaden sposób negować. Jesteś absolutem mojego istnienia. Nie mam nad ciebie wspanialszej istoty. Jesteś zbiorem wszelkich cnót, tak wielbionych przez wszystkich mężczyzn na przestrzeni wieków :* i akurat mnie spotkał zaszczyt spędzenia życia z kobietą idealną :* czymże obie na to zasłużyłem? Czy w poprzednim wcieleniu byłem dalajlamą, mesjaszem? Musiałem chyba niczym Korczak oddać życie w jakiejś wielkiej, słusznej sprawie :* mam nadzieję, że cię nie zanudziłem :) ważne jest to, że postaram się poprawić, żeby tylko utrzymać przy sobie najwspanialszą kobietę we wszechświecie :* chciałbym już zawsze być z tobą :*"
                                                                                              ~Klekot do Ani <3

   Muzyka, brzmieniem gitary elektrycznej, wbijała mu sie do mózgu. Musiał zagłuszyć. Zagłuszyć wściekłość, ból, żal. Ile można? Piorun przeszył brunatne niego. Pociągnął z butelki. Był już porządnie nachalny. Pił którąś godzinę, nie liczył. Chciał zapomnieć o tym pieprzonym życiu. Wszedł w jakiś zaułek. Chodniki, stare rampy, skrzynie. Siedzieli tam jacyś ludzie. Uczepią się go. Ale szedł dalej. Patrzyli na niego, na butelkę w prawej ręce, zresztą już chyba pustą. Usiadł daleko od nich. Wyjął słuchawki z uszu, chciał skupić spojrzenie. Kilku chłopaków, może dwie dziewczyny. Dawno stracili nim zainteresowanie. Jak cały świat. Prócz jednej. Para brązowych oczu wpatrywała się w niego. Nie wiedział o co jej chodzi, nie wiedział co było w tym spojrzeniu. Wstała. Cholera, czegoś chce. Butelka jest pusta. Słuchawek jej nie da, niech się odpierdoli. Niech podrywa innych naiwniaków, a potem łamie im serca. Bo co z tego, że powie "kocham", skoro i tak jej przejdzie. Co z tego, że jest czyjaś, jedyna, skoro nie długo zmieni właściciela. Ale ona szła. Widziała jego spojrzenie. Widziała "odwal się", które mówiło całe jego ciało, ale szła. Usiadła obok niego. Nie odsunął się. Nagle poczuł, że tego chce. Chce, żeby ta jedna dziewczyna, na siedem pieprzonych miliardów ludzi, zainteresowała się właśnie nim.
- Czemu jesteś smutny?
Jedno pytanie. Tylko jedno. Nie zapytała o "zapalarę", "szluga", czy piwo. Zapytała o niego. A w nim wszystko pękło. Teraz chciał jej powiedzieć o wszystkim I mówił. Bezwiednie opowiedział jej o Niej. O tym, jak zdradziła do z jego najlepszym przyjacielem. O tym, jak kłamała, że go kocha, że jest jedyny, że nocuje dziś u koleżanki. O tym jak uzależniła go od siebie, papierosów, narkotyków, alkoholu. Mówił, a ona mu nie przerywała. Kiedy skończył, nie powiedziała nic. Myślał już, że się pomylił, że przez wypite piwo źle usłyszał pytanie, że powiedział wszystko niewłaściwej osobie. Ale ona go objęła. Objęła tak, jakby od nowa chciała nauczyć go zaufania. Poczuł łzy na swoim ramieniu, a po chwili usłyszał szept: "Suka. Ona jest suką. Będzie dobrze, będzie lepiej, uwierz mi. Znajdziesz kogoś, ale ten ktoś to nie ona. Ona to zła miłość. To wykorzystywanie. A ja nie chcę żeby cię wykorzystywano." I trwali tak. W końcu odsunęła się, otarła łzy, spojrzała na zegarek. W tym momencie uciekła, zerwała się, bo musiała. Nie bo chciała. Wiedział. Nie wiedział skąd, ale był pewny. Pewny, że jeszcze ją spotka. Na skrzyniach siedział jeszcze jeden chłopak. Podszedł do niego.
- Mateusz.
- Łukasz.
Chwila ciszy, mierzenia się spojrzeniami.
- Kim ona jest?
Jeszcze raz dryblas mierzył go spojrzeniem.
- Ona to Ania. Masz wielkiego farta. Nie spierdol tego.
Wstał i chciał odejść, ale odwrócił się jeszcze do niego.
- Jutro też tu będzie. Miło by było, gdybyś jej się chociaż przedstawił. - dryblas uśmiechnął się i wyszedł  zaułka na ulicę. "Ania." - ona sam uśmiechnął się i rzucił butelką o ścianę. Ania.          

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz