"Wiesz... Laura jest inna. Ona mnie rozumie. Sama mówiłaś, ze tego jednego, nie potrafisz zrobić. Teraz nie musisz. Wybacz, ale to koniec. Piotrek."- czytała tę wiadomość po raz enty. Była sprzed dwóch dni, a ona do tej pory nie odpisała. Nie dotarło do niej? Dotarło. Jasne, że dotarło. Ale ona ma dumę i trochę klasy... których jak widać brak byłej przyjaciółce. Różnica między nimi obiema jest taka, że ona Piotrka kochała, a Laurka się nim pobawi i znudzi. Odłożyła telefon. Piotrka nie chciała widzieć, o niej - nawet myśleć. Nie wiedziała co ma robić. Z początku była tylko wściekła. Ale im dłużej siedziała sama, w pustym domu, tym bardziej pogrążała się w smutku, jakiejś wewnętrznej rozpaczy.
Mokry, psi nos przejechał jej po ręce. Teraz tylko on był z nią i tylko on naprawdę jej pomagał. To była chwila, krótka myśl: "Muszę iść się przewietrzyć." Złapanie za smycz, przypięcie jej do obroży, głośność muzyki na full i zero myśli. Oni oboje mieli swoje miejsce: wzgórze nad jeziorem każdej zimy zaskakiwało bielą i ilością śniegu. Pies mógł się tam wybiegać, ona - odciąć od świata. Tym razem, jednak coś było nie tak. Pies spuszczony ze smyczy szedł ostrożnie, cały czas w jednym, określonym kierunku. Najpierw zobaczyła wybebeszoną wojskową kostkę. Ale on czujnie nastawiając uszy, z nosem przy ziemi, szedł dalej. Gdy zrobiła krok do przodu, zobaczyła butelkę po piwie z jakąś resztką alkoholu rozlaną po śniegu. Jego to nawet przelotnie nie zainteresowało. Staną dopiero w zagłębieniu zaspy, parę metrów dalej. Zbliżyła się. W zaspie leżał chłopak. Pies obwąchiwał mu całą twarz, ale on się nie poruszał. Mierząc jego ciało wzrokiem, zobaczyła zakrwawiony śnieg wokół lewego nadgarstka. Odskoczyła z krzykiem. "O Boże! On pewnie nie żyje!". Ale w tej chwili chłopak się zerwał. Rozejrzał. Zobaczył ją. Futrzak minął go i usiadł koło niej. On wstał, ona cofnęła się. Zrobił krok i w tej samej sekundzie zaskowyczał i upadł na ziemię. Nagle strach się ulotnił. Chciała już tylko mu pomóc. Dowiedzieć się kim jest i dlaczego to sobie zrobił. Podbiegła do niego i uklękła. Nie pamiętała pierwszej pomocy, ale raczej twarzą do ziemi leżeć nie powinien... Przewróciła go na plecy. Poczuła zapach jego włosów pachnących igliwiem i znienacka pocałowała go. Może to przez natłok uczuć? Albo przez to, że mogą to być jego ostatnie chwile w życiu? Albo może przez coś innego... Po tym, poczuła gorący oddech na swojej twarzy. Ale nie otworzył oczu. Nagle spiął wszystkie mięśnie i zaczął się trząść. Zbladł. A potem czas przyspieszył.
Telefon. Dźwięk nadjeżdżającej karetki. Dwóch sanitariuszy wypytujących ją o wszystko i dwóch pakujących chłopaka na nosze. Podróż w ambulansie. Reanimacja. I ciągłe myśli: "Proszę cię, tylko nie umieraj". A potem korytarz przed salą operacyjną. Nic nie wiedziała, prócz tego, że operacja dotyczyła nerek i wątroby. I czas powoli wracający do normalnego tempa. Jeden z sanitariuszy zameldował jej, że zaprowadził psa do domu. Ona trzymała teraz tę wojskową kostkę. Gdy wsiadali do ambulansu wysypały się z niego dziesiątki zdjęć. Jego i jakiejś dziewczyny. Wpatrując się trzecią godzinę w napis "TOKSYKOLOGIA" znała już odpowiedzi na pierwsze pytania. Pomimo to, nie mogła przestać o nim myśleć. Chciała go poznać. Chciała porozmawiać. Tak naprawdę, chciała jeszcze raz poczuć to, co wtedy na wzgórzu. "Proszę cię, wytrzymaj... nie umieraj."
I choć jeszcze tego nie wiedziała, jeszcze tego do siebie nie dopuszczała. On miał być jej nowym życiem. Ale czas nie miał znaczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz